To nie był pierwszy
raz, kiedy straciłem przytomność. Ale w porównaniu z poprzednimi ten był
wyjątkowo nagły i niespodziewany. Coś po prostu wyleciało zza krzaków i
uderzyło mnie w głowę. Od razu pogrążyłem się w ciemności i nawet nie poczułem
upadku.
Kiedy się ocknąłem, w głowie miałem pustkę i nic nie pamiętałem. Otworzyłem oczy i pierwszym uczuciem jakie do mnie dotarło było zdumienie. Drugim niepokój. A dopiero trzecim tępy ból promieniujący od czoła. Zdumienie przerodziło się w niepokój kiedy zobaczyłem, że leżę wśród krzaków, nade mną stoi Murzyn mówiący coś po niemiecku, a w ręku trzymam członka.
Próbując opanować panikę, przede wszystkim zwróciłem uwagę na moją prawą dłoń. Byłem jeszcze nieco zamroczony, i chwilę trwało zanim uświadomiłem sobie co i jak. Przede wszystkim okazało się, że trzymany przeze mnie członek jest biały, więc stwierdziłem, że musi należeć do mnie i odetchnąłem z ulgą.
***
Bezczynność nie jest sprzymierzeńcem odwagi. Na szczęście z tych rozważań wyrwał mnie telefon, który nagle zawibrował. Była dwudziesta druga trzydzieści. Za wcześnie na Larsa, ale mimo to rozmowa podniosła mnie na duchu.
-Cześć Twaróg – mówiłem cicho, ale z radością w głosie.
-Szymon? - zdziwił się. - Ty, co jest grane? Dzwonię na twoją komórkę i nikt się nie zgłasza. Jesteś z Larsem? Słabo cię słyszę. Co tam tak szumi?
-Hm... – zawahałem się. - Samochód szumi... Tak, jestem z Larsem, właśnie wracamy z Niemiec. Lars prowadzi. A mi bateria padła.
-Aha. To spoko. Słuchaj, dzwonię, bo... Bo co? – Zamyślił się. – Aha. Bo jest sobota, nie? I proszę ja ciebie, można by normalnie jakąś imprezkę rozkręcić. Planuję wypad do Międzyzdrojów. Co wy na to?
Tego mi było trzeba; poczucia, że ten normalny świat jest całkiem blisko, w zasięgu ręki.
-No wiesz... To jest bardzo dobry pomysł. Ale dopiero co przejechaliśmy granicę. – Głupio mi było okłamywać kumpla, ale nie było wyjścia. - Za jakieś dwie godziny powinniśmy być w domu. Jak dojedziemy i będziemy mieć jeszcze siłę, to damy znać, okej?
-Noo... no dobra. Niech wam będzie – zgodził się Twaróg. - Tylko nie zapomnij i zadzwoń. Ja na razie jestem w domu ale zaraz będę się zbierał. Najwyżej dojedziecie sami. Na razie.
Co prawda Twaróg nie
wybił mi z głowy głosu Anouk, ale pojawiły się te szybsze i weselsze piosenki.
Znowu zamknąłem oczy i wróciłem myślami do Blanki. Myśli krążyły po
przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Lars zadzwonił wcześniej do Roksany
uprzedzając, że dzisiaj wrócimy, ale poprosił, żeby nic nie mówiła Blance. Te
myśli rozleniwiły mnie i niechcący zdrzemnąłem się.
Kiedy ciemność zadrżała, obudziłem się i wystraszony rozejrzałem dookoła. Zegarek mówił, że niepostrzeżenie minęła godzina. Szybko przypomniałem sobie gdzie jestem i spojrzałem na wibrujący telefon. Wyświetlał dziwny numer, ale uśmiechnąłem się, bo takie numery mają automaty.
***
Spojrzałem na zegarek.
-Człowieku, jest pierwsza trzydzieści...
-Trudno.
Lars zapukał cicho. Po chwili jeszcze raz, trochę mocniej i odsunął się, żeby go było dobrze widać. Ku mojemu zdziwieniu prawie od razu usłyszeliśmy w środku ciche kroki. Spojrzałem na wizjer; wiedziałem, że ktoś nas ogląda i zrobiłem w miarę pogodną minę. Wtedy usłyszałem szmer i kroki zaczęły się oddalać.
-O cholera... – jęknąłem, ale zaraz zamilkłem słysząc cichy kobiecy głos.
-Chwileczkę...
Odetchnąłem, a Lars poklepał mnie uspokajająco po ramieniu. Po chwili kroki wróciły. Usłyszeliśmy szczęknięcie klucza w zamku, zgrzyt odsuwanej zasuwy i drzwi uchyliły się na szerokość łańcucha łączącego je z framugą. Ujrzałem czujne oczy wpatrujące się nieufnie w Larsa.
-Dobry wieczór – zaczął Lars. - Jestem La... Jestem Marek. Pamięta mnie pani? Chodziłem z Rafałem do szkoły. A to mój kolega Szy...
-Wiem kim jesteście – przerwał mu spokojny, niski, wysuszony papierosami głos. - Czego chcecie?
Lars zawahał się. Kobieta była uprzejma, ale wzbudzała respekt.
-Czy moglibyśmy porozmawiać? – wtrąciłem. - Mamy bardzo ważną sprawę. Proszę – dodałem.
Spojrzała na mnie niechętnie
i nie odpowiadając zamknęła drzwi. Zesztywniałem. Coś cicho zgrzytnęło,
zagrzechotał łańcuch i drzwi uchyliły się szerzej. Na klatce schodowej zgasło
światło, ale już byliśmy w jasnym kręgu roztaczanym przez lampę wiszącą w
przedpokoju. Bez słowa weszliśmy do środka. Ruszyliśmy jednocześnie i pewnie
jak zwykle zaklinowalibyśmy się, ale poczułem na ramieniu mocny uścisk dłoni
Larsa. Przytrzymał mnie chwilę i zdecydowanie przesunął przed siebie.
Kobieta cofnęła się kilka kroków wpatrując wnikliwie w nasze twarze. Nie wyglądała na zaspaną. Ubrana była co prawda w szlafrok, ale spod niego wystawała długa szara spódnica.
Była drobna i niewysoka; jasnoblond, siwiejące włosy opadały luźno na jej policzki. Nie miała więcej niż pięćdziesiąt lat, ale jej szczupłą twarz pokrywały delikatne podłużne zmarszczki. Miała też smutek w oczach, chociaż wtedy skrył się on za czymś podobnym do zaciekawienia. Wygląda zupełnie jak postać z filmów Almodovara – pomyślałem.