58 ROCZNICA ZBOMBARDOWANIA ŚWINOUJŚCIA

 

12 marca 1945 roku pogoda była podobna, jak w tegoroczną rocznicę, nie padał tylko deszcz. W tym czasie w mieście przebywało ok. 100 tys. ludzi – mieszkańcy, wojskowi i uchodźcy, którzy uciekali przed zbliżającym się frontem. Przemieszczali się z miejsca na miejsce licząc na to, że front w końcu się zatrzyma. Dlatego też czekali tutaj, mimo, że mogli iść dalej. Zostając znaleźli się w piekle. Ten dzień bardzo dobrze pamięta kmdr por. Mieczysław Boniecki, dzisiaj członek Związku b. Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego. Wtedy, jako osiemnastolatek, od kilku dni przebywał w tutejszym obozie pracy. Obecnie jest jednym z dwóch mieszkańców Świnoujścia, którzy przeżyli bombardowanie.

 

            Pół godziny przed nalotem ogłoszono alarm przeciwlotniczy, ale mało kto zwracał na to uwagę, gdyż syreny słychać było tu często – miasto mijały samoloty zdążające nad Berlin. Horror zaczął się ok. godz. 13 i trwał godzinę – półtorej. Miasto zasnuły dymy wybuchających bomb i szalejących pożarów. Ziemia się trzęsła. Kilkaset samolotów zrzuciło na miasto ponad 1600 ton bomb. Po wojnie Niemcy podawali, że maszyn było 350, dzisiaj mówi się nawet o 740.

            Ocenę sensu nalotu wolę zostawić historykom, ale w tym czasie losy wojny były już przesądzone – w dodatku większość wojskowych budynków ocalała. Obóz pracy, w którym był pan Boniecki, mieścił się za dzisiejszą ulicą Olsztyńską – tam też spadały bomby. Z ziemią zrównano głównie dzielnice mieszkalne, a miejscem okrutnej masakry był Park Zdrojowy, gdzie koczowało wielu uchodźców. Także na Warszowie dopełnił się los wielu z nich.

            Zginęło około 23 tysiące ludzi – część umarła już po ataku, w wyniku odniesionych ran, których nie było jak i czym leczyć. Wszyscy zostali pochowani w zbiorowych mogiłach na malowniczym wzgórzu Golm (tuż za obecną granicą, nieopodal działek przy ul. Krzywej).

 

            Jak co rok, odbyły się tam 12 marca uroczystości upamiętniające tragedię. Tym razem (według tych, którzy są tu każdego roku), było skromniej niż w latach poprzednich – być może z powodu pogody. Zabrakło bezpośrednich wspomnień tych, którzy byli wtedy w mieście. Odczytano jedynie wspomnienia matki, która straciła tu syna. Ostatnie słowa dziesięcioletniego Martina brzmiały: „Mama, was ist los? – Mamo, co się dzieje?”. Niemka odczytująca ten tekst symbolicznie odniosła się tym pytaniem do współczesności, gdyż patrząc na otaczający nas świat, słuchając wiadomości w telewizji, otwierając codziennie gazetę, trudno nie spytać: „Co się dzieje?”.

            Nie skupiano się więc tylko na przeszłości – przedstawiciele polskiej i niemieckiej młodzieży, w obu językach złożyli hołd poległym ludziom wszystkich nacji, ras i wyznań – poległym także współcześnie.

            -Składamy hołd pamięci tym, którzy byli prześladowani lub zostali zamordowani ze względów narodowościowych, rasowych, szowinistycznych. Tym, których życie uznano za niegodne z powodu upośledzenia lub choroby. Składamy hołd pamięci tym, którzy stracili życie stawiając opór tyranii, broniąc swych przekonań, wartości i ideałów, broniąc swej wiary – ofiarom współczesnych wojen, terroryzmu i politycznych prześladowań – brzmiał tekst manifestu. – Składamy też hołd pamięci wszystkim tym cudzoziemcom, słabszym i prześladowanym, którzy w minionym roku stali się ofiarami nienawiści, przemocy i nietolerancji. Łączymy się w bólu z matkami oraz wszystkimi, którzy cierpią z powodu straty bliskich. Niech nasze życie stanie się symbolem nadziei na pojednanie między ludźmi i narodami.

            Przedstawiciel najstarszego pokolenia naszych sąsiadów, występując przeciwko wojnie przypomniał, obok tragedii Drezna i bitwy stalingradzkiej, także los Warszawy i zniszczonego w latach 1940-1941 angielskiego Coventry. W broszurze, jaką można dostać w specjalnej sali pamięci na wzgórzu Golm, zbombardowanie Świnoujścia określa się Dreznem Północy. Tam miesiąc wcześniej (13-14 lutego 1945 r.), także w wyniku nalotów dywanowych zginęło ok. 135 tysięcy ludzi, głównie cywilów.

            Samo wzgórze Golm przed wojną było popularnym miejscem wycieczkowym dla okolicznych mieszkańców. Była tam drewniana wież widokowa i lokal gastronomiczny – „Chata wuja Toma”. Charakter miejsca zmienił się już w 1944 r. gdy zaczęto tam chować poległych niemieckich żołnierzy, a w ostatnim roku wojny miejsce spoczynku znalazło 23 tysiące ofiar marcowego nalotu. Na pamiątkowych tablicach znajdują się też polskie nazwiska. Dziś okolica wygląda bardzo malowniczo, podobnie jak przed wojną, ale na pewno zostawia inne wrażenie – jej częścią są teraz kamienne płyty i krzyże.

            Wieńce pod pomnikiem – kamienną rzeźbą zmarzniętej kobiety w wojskowym płaszczu – obok Niemców złożyli: prezydent Janusz Żmurkiewicz, przewodniczący Rady Miasta Stanisław Bartkowiak, przedstawiciele związków kombatanckich i emeryckich oraz członkinie Polsko-Niemieckiego Forum Kobiet.