„NOWY WYSPIARZ”, Świnoujście, Nr 50 (443), 14 grudnia 2005

 

Bartosz Łapiński – świnoujścianin, autor powieści sensacyjno-przygodowej „Beczka soli” wydanej w tym roku przez wydawnictwo Prószyński i S-ka. Po bardzo dobrych wynikach sprzedaży konieczny był dodruk książki, której akcja toczy się w naszym mieście. W przyszłym roku na półkach pojawi się antologia z opowiadaniem Bartosza oraz kontynuacja debiutanckiej powieści. Jak mówi o sobie Bartek, są trzy rzeczy, które dają mu energię do życia i pisania: muzyka, książki i film. Jego muzyczne zainteresowania są bardzo różnorodne – od heavy metalu, przez punk, reggae, soul, r’n’b po techno. Pasjonuje go współczesna literatura amerykańska. O dziwo, po kryminał i sensację sięga bardzo rzadko.

 

ŁOBUZERSKIE KLIMATY

 

         Jak powstawała Twoja debiutancka powieść? Skąd wziąłeś pomysł tej niezwykłej historii?

 

            Powieść skończyłem pisać trzy lata temu. Wcześniej zdarzyło mi się napisać kilka wierszy, jeszcze w podstawówce, ale o ile dobrze pamiętam, nie było to nic ciekawego (śmiech). Nigdy nie miałem jednak problemów z przelewaniem myśli na papier, także podczas pisania wypracowań na języku polskim. Można powiedzieć, że pisanie przez cały czas gdzieś we mnie tkwiło. Lubię literaturę. W pewnych okresach życia czytałem bardzo dużo. Tak było w dzieciństwie, tak jest od kilku lat - pasja czytania powróciła. Aż wreszcie nadszedł moment gdy coś zaczęło się we mnie tlić. Pewnego dnia, to był kwiecień 2001 roku, szedłem przez miasto ze słuchawkami na uszach i słuchałem piosenki zespołu RANCID, amerykańskiej kapeli punkowej. Tekst piosenki opowiadał o dwóch kolegach, prawdziwych luzakach szwendających się po ulicach Nowego Jorku. Wówczas narodził się w mojej głowie pomysł na książkę - opowieść o dwóch kumplach napisaną w łobuzerskich klimatach, gdzie przewijają się jakieś pieniądze, mafia itd. Także z tej piosenki wywodzi się imię jednego z moich bohaterów - Larsa. Historia dojrzewała rok. Na początku roku 2002 miałem ją już ułożoną w głowie. Zacząłem pisać, jednak niedługo potem zaczęły się wakacje. Powieść kończyłem jesienią i zimą. Tak powstała pierwsza wersja „Beczki soli”.

 

            Czyli nie ma Larsa w prawdziwym życiu?

 

            Nie. Dwójkę bohaterów obdzieliłem swoimi cechami. I Lars, i Szymon, to ja, tyle że rozszczepiony na dwie postacie.

 

            A pozostali bohaterowie powieści? Czy byli wzorowani na rzeczywistych postaciach?

 

            Pozostałe postaci to zupełna fikcja. Może poza Twarogiem, który wzorowany był na moim koledze, z którym znam się od czasów liceum. Umieściłem go w powieści z sympatii. Twaróg będzie występował w mojej drugiej książce, i tam jego postać będzie bardziej rozwinięta. Prawdziwe są miejsca opisane w powieści – Świnoujście i okolice. Bohaterowie i przedstawiona historia to całkowita fikcja. Chociaż powiem szczerze, że dopiero po napisaniu książki zacząłem poznawać ludzi czy sytuacje, które można by jakoś dopasować do fabuły powieści. Oczywiście czytelnicy z naszego miasta kojarzą pewne sprawy po swojemu, nawet wbrew moim intencjom.

 

            Ale Eden to Przytór? Dlaczego zmieniłeś jego nazwę?

 

            Oczywiście, Przytór. Zmieniłem nazwę ponieważ miały się tam dziać naprawdę niesympatyczne rzeczy i nie chciałem by komuś zrobiło się przykro...

 

            Jednak podczas lektury nie można oprzeć się wrażeniu, że naprawdę lubisz Świnoujście.

 

            Dokładnie. Przede wszystkim podczas wakacji. Kurczę, chciałbym żeby było również dobrym miejscem na życie. Wszyscy wiemy jednak jak jest w mieście, w kraju. Ale samo Świnoujście jest moim zdaniem niesamowite. Ma bardzo specyficzny klimat, wyspy, promy, piękną plażę. Plaża to moje ulubione miejsce w Świnoujściu. Poza tym te wszystkie fortyfikacje, bunkry – aż się prosi żeby umieścić tam akcję powieści sensacyjnej. Bardzo wiele zawdzięczam mojemu miastu, przeżyłem tu mnóstwo wspaniałych chwil. Nie wiem czy spędzę tutaj resztę życia, ale pojawiła się okazja by jakoś odwdzięczyć się za te wspaniałe lata. Można powiedzieć, że dołożyłem małą cegiełkę do promocji miasta.

 

            Nie jest łatwo zadebiutować...

 

            Swoją powieść wysłałem do kilkunastu wydawnictw. Kilka z nich odpowiedziało mi dosyć szybko, niestety były to odpowiedzi w stylu: nie dziękujemy albo  powieść jest fajna ale... Od wydawnictwa Prószyński otrzymałem odręcznie napisany list, podpisany przez redaktora Jana Koźbiela. Miałem duże szczęście, że trafiłem na tego właśnie człowieka. Napisał w liście, co jego zdaniem jest nie tak w powieści. Minął rok zanim to co napisał w pełni do mnie dotarło. Na początku myślałem:  w życiu, tego nie można zmienić, tak musi zostać! Jednak po roku sam zauważyłem potrzebę zmian. Usunąłem niepotrzebne dygresje, dopracowałem styl. Druga wersja powieści została przyjęta. I po kilku kolejnych poprawkach poszła do druku.

 

            Spodziewałeś się, że książka odniesie sukces?

 

            Nigdy nie zastanawiałem się jak książka będzie się sprzedawać. Ja lubię tę powieść, podoba mi się i miałem nadzieję, że większości czytelników, którzy lubią tego typu historie, też się spodoba. Nie myślałem o nakładzie, dodrukach, itd. Dopiero podczas wizyty w wydawnictwie uświadomiono mi, że 3 tys. sprzedanych egzemplarzy to bardzo dobry wynik. Nie tylko jak na debiutanta.

 

            Jesteś zadowolony z wydawnictwa? Sukces to zazwyczaj również zasługa odpowiedniej promocji.

 

            Oczywiście. W tym przypadku wszystko się zgrało idealnie. Przede wszystkim okładka, która przyciąga wzrok. Dobra promocja. Prószyński to duże wydawnictwo, które ma pieniądze, dobrą dystrybucję i potrafi zadbać o swoje tytuły. W sumie miałem ogromnego farta.

 

            To nie koniec promocji. Jeździsz na targi książek, byłeś gościem na II Festiwalu Kryminału.

 

            Znalazłem się tam właśnie dzięki działowi promocji wydawnictwa. Zostałem zaproszony jako debiutant. Jeden z trzech. Obok mnie byli jeszcze Joanna Szymczyk i Grzegorz Mathea. Mieliśmy dwa spotkania z czytelnikami: w Warszawie i Krakowie. Opowiadaliśmy o naszych debiutach, a spotkania prowadzili dziennikarze Gazety Wyborczej – Jacek Szczerba i Wojciech Orliński. Ten drugi trochę się mnie czepiał, nie mógł np. uwierzyć, że w lesie nieopodal Świnoujścia jednego z bohaterów nie miał zasięgu. Tłumaczyłem, że są u nas takie miejsca, że byłem tam, sprawdzałem. On jednak uparcie twierdził, że w Polsce zasięg jest wszędzie (śmiech).

            Kolejny ruch wydawnictwa to zamówienie do wakacyjnej antologii opowiadań sensacyjnych. Potem wyjdzie Twoja druga powieść. 

 

            Sensacyjnych może nie, to ma być antologia luźnych opowiadań wakacyjnych. Ja oczywiście napisałem tekst lekko sensacyjny, w stylu „Beczki soli”, także z bohaterami znanymi z książki. Co prawda Lars przewija się tam tylko jako postać trzecioplanowa, ale pierwsze skrzypce gra siostra Larsa i Miłosz, który w powieści pojawia się tylko przez chwilę. Lubię gdy w różnych utworach jednego autora przewijają się te same postaci i zastosowałem podobny chwyt. A nową powieść zacząłem pisać na początku listopada. Trochę wybiły mnie z rytmu wyjazdy na Festiwal Kryminału i targi we Wrocławiu. Ale obiecałem, że do końca stycznia przedstawię pierwszą wersję nowej powieści. Wydawnictwo zamierza ją wydać w czerwcu, więc tylko do końca marca będą możliwe ewentualne przeróbki. Jestem pewny, że napiszę ją na czas. Mam już w głowie całą historię. Bohaterowie będą ci sami, tylko narratorem będzie tym razem Szymon. Opowieść zaczyna się w Niemczech, ale potem szybko przeniesie się do Świnoujścia - tym razem miejscem akcji będzie Karsibór.

 

Notował: /vald/