Na torze wodnym
niebezpiecznie!
Minęły niecałe trzy tygodnie odkąd w kontekście zniesienia
asysty „Strażaka
„Nosorożec” – raz!
Pierwszym
ostrzeżeniem było wejście pchacza „Nosorożec” na znajdującą się pod wodą
przeszkodę (28 marca). Doszło do rozdarcia kadłuba, jednostka zaczęła nabierać
wody i tonąć. „Strażak
W tym czasie „Nosorożec” został utrzymany na wodzie dzięki przytomnym działaniom załogi i załóg holowników, które były w pobliżu. Przeciek nie był duży, udało się wypompować wodę za pomocą zabranego sprzętu, później rozdarcie kadłuba zabezpieczył płetwonurek. Mówienie o zagrożeniu to teraz spekulacje, ale w przypadku zatonięcia pchacza mogło dojść do wycieku paliwa i skażenia wody, nie wspominając o zagrożeniu życia załogi.
„Baltic Viking” – dwa!
We wspomnianym artykule piszemy o obowiązujących przepisach, systemie VTMS i słowami dyrekcji Kapitanatu Portu uspokajamy Czytelników. Jednak życie pokazuje, że wszystkiego nie da się przewidzieć
W
nocy z 5 na 6 kwietnia w czasie wichury i „cofki” zrywają się na Kanale
Piastowskim dwie barki. Jedna zderza się z płynącym do Polic statkiem i tonie.
Norweski statek bez problemów dociera na miejsce. Okazuje się później, że tym
statkiem był nieodgazowany chemikaliowiec „Baltic
Viking”. Gdyby płynął z ładunkiem amoniaku, po który udawał się do Polic, byłby
kilka metrów bardziej zanurzony – wyładowana kamieniami barka uderzyłaby go na
wysokości ładunku. Oczywiście asysty „Strażaka
Przy
okazji wydało się też, że system VTMS jest od kilku miesięcy uszkodzony i tylko
w Szczecinie można było dostrzec kręcące się po torze wodnym barki – tak się
jednak nie stało. Był też radar na „Baltic Vikingu”, ale nie wiadomo czemu, nikt nie zareagował – te
kwestie wyjaśnia teraz Izba Morska. Asysta „Strażaka
Dwa
dni później „kabaret” ma ciąg dalszy – „Baltic
Viking” wychodzi z Polic z ładunkiem amoniaku. Przejście torem wodnym w
miejscu, gdzie leży zatopiona barka jest zwężone do 1/3 normalnej szerokości.
Zostają wysłane dwa holowniki, aby przeciągnęły statek
przez zwężony tor, ale „Strażak

„Drawa” – trzy!
Kolejne
ostrzeżenie: 10 kwietnia tego roku – pożar na statku „Drawa”. O godzinie 5.13 straż pożarna otrzymuje wezwanie. Pali się dziobowy
magazynek z linami i drewnem sztauerskim. Zostają wysłane trzy samochody z
jednostki na Warszowie oraz „Strażak
W
grudniu 1999 roku miała miejsce inna ciekawa historia. Torem wodnym niedaleko
wyspy Mielin płynął statek „Balina”
– również nieodgazowany. W pewnym momencie nastąpił tzw. „black-out”
– wysiadły wszystkie urządzenia elektroniczne. Statek zaczęło znosić w kierunku
wyspy i jej pokrytego kamieniami brzegu. Kapitan „Strażaka
Raz, dwa, trzy – bum?!
Egzystencja portu bez wodnej jednostki strażackiej wydaje się absurdem, ale jest to coraz bardziej możliwe. Ważność karty bezpieczeństwa upływa z dniem 21 maja. Co później? Na razie nie wiadomo. Pisaliśmy o luce w przepisach, która nie nakłada na nikogo obowiązku utrzymywania takiej jednostki. Zarząd Morskiego Portu Szczecin-Świnoujście – właściciel „Strażaka” nie ma na to środków. W dodatku w tym roku pojawiła się konieczność opłacenia przez port podatku gruntowego w wysokości 5 mln. zł.
Mieszkańców nie interesuje, kto ma za to płacić, jakie są przepisy i jak nowoczesny jest system VTMS, kiedy nie jest zepsuty – życie pokazuje, że wszystkiego nie da się jednak przewidzieć! Już samo zastanawianie się, czy „Strażak” powinien być w porcie, czy nie, w oczach zwykłego człowieka jest „chore”. Inne jednostki go nie zastąpią! Jego tzw. wartość bojowa przekracza możliwości kilku samochodów straży pożarnej. Nie wystarczy zamontować działka i zbiornika ze środkiem pianotwórczym na holowniku. Według zawodowca (niestety, atmosfera wokół tej sprawy jest tak napięta, że rozmówcy wolą pozostać anonimowi) holowniki, a nawet jednostki gaśnicze Marynarki Wojennej stanowią tylko uzupełnienie dla właściwej służby pożarniczej – tak pod względem sprzętu jak doświadczenia.
Załoga „Strażaka” jest specjalnie wyszkolona do tej właśnie pracy. A co, kiedy wszystkie holowniki będą zajęte? Ciekawie brzmią słowa pracownika portu w Szczecinie: „Chyba każdy przyzna, że stocznie budują statki tak, żeby były szczelne, prawda? Tak od dołu, jak od góry”. Więc jak można ugasić pożar wewnątrz statku? Przez bulaj? Lać w niego wodę z lądu, aż się nią cały wypełni? Może to śmiesznie brzmi, ale to nie są żarty.
Potrzebna powtórka?
Co do asyst przy statkach z
niebezpiecznym ładunkiem – przepisy nie przewidują takiej konieczności, ale
jest możliwe ich przywrócenie! Takie prawo ma dyrektor
Urzędu Morskiego w Szczecinie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że prezes
Zarządu Morskiego Portu Szczecin-Świnoujście starał się o to, ale dyrektor UM
odmawiał. Również nieoficjalna informacja mówi, że wpływ na to miały osobiste
antypatie dyrektora.
Przypomnijmy – za asystę płaci dysponent ładunku, nikt inny! W tej chwili kosztuje to 600 dolarów. Nawet jeśli będzie to nadgorliwość z naszej strony, to co z tego? Od wydarzeń sprzed kilkunastu lat – pożarów „Kopernika” i „Heweliusza” minęło tyle czasu, że już chyba nikt o tym nie myśli, a spektakularne akcje gaśnicze to już historia. Może potrzeb powtórki, żeby w ogóle zacząć myśleć? Dla urzędnika związanego od lat z tymi sprawami, ten tekst może wydawać się „przesadą”, ale myślę, że pytania o bezpieczeństwo ludzi, które nasuwają się po tym, co się ostatnio działo, są chyba logiczne.
Tekst uzupełnia zdjęcie statku z podpisem „<Baltic Viking> dwa dni po kolizji płynie przez miasto – bez astysty, za to z amoniakiem.