Na torze wodnym niebezpiecznie!

 

Minęły niecałe trzy tygodnie odkąd w kontekście zniesienia asysty „Strażaka 25” przy przepływających przez miasto statkach z groźnym ładunkiem, a także wobec zamysłu ewentualnej likwidacji kutra „strażaka”, zastanawialiśmy się nad bezpieczeństwem w naszym porcie (artykuł „Na torze wodnym bezpiecznie? z numeru 12). Niestety, chyba „wykrakaliśmy”, bo od tego czasu miasto otrzymało już trzy ostrzeżenia, które poddają w wątpliwość stan jego bezpieczeństwa. Katastrofa ekologiczna na miarę tej, która zdarzyła się kilka miesięcy temu w Hiszpanii, nie jest u nas niemożliwa!

 

„Nosorożec” – raz!

 

            Pierwszym ostrzeżeniem było wejście pchacza „Nosorożec” na znajdującą się pod wodą przeszkodę (28 marca). Doszło do rozdarcia kadłuba, jednostka zaczęła nabierać wody i tonąć. „Strażak 25” dostał wezwanie z Kapitanatu Portu do udania się na miejsce kolizji w celu odpompowania wlewającej się wody. Z powody karty bezpieczeństwa, bez której „Strażak” nie ma prawa działać, nie zdecydowano się na jego udział w akcji (choć ważność karty była już wtedy przedłużona... ale nie było jej na pokładzie). Zdecydowano przenieść ruchomy sprzęt na jeden z holowników (przewożono go prywatnym samochodem, żeby było szybciej) i na nim z dużym opóźnieniem popłynęła załoga pożarnicza.

            W tym czasie „Nosorożec” został utrzymany na wodzie dzięki przytomnym działaniom załogi i załóg holowników, które były w pobliżu. Przeciek nie był duży, udało się wypompować wodę za pomocą zabranego sprzętu, później rozdarcie kadłuba zabezpieczył płetwonurek. Mówienie o zagrożeniu to teraz spekulacje, ale w przypadku zatonięcia pchacza mogło dojść do wycieku paliwa i skażenia wody, nie wspominając o zagrożeniu życia załogi.

 

„Baltic Viking” – dwa!

 

            We wspomnianym artykule piszemy o obowiązujących przepisach, systemie VTMS i słowami dyrekcji Kapitanatu Portu uspokajamy Czytelników. Jednak życie pokazuje, że wszystkiego nie da się przewidzieć

            W nocy z 5 na 6 kwietnia w czasie wichury i „cofki” zrywają się na Kanale Piastowskim dwie barki. Jedna zderza się z płynącym do Polic statkiem i tonie. Norweski statek bez problemów dociera na miejsce. Okazuje się później, że tym statkiem był nieodgazowany chemikaliowiec „Baltic Viking”. Gdyby płynął z ładunkiem amoniaku, po który udawał się do Polic, byłby kilka metrów bardziej zanurzony – wyładowana kamieniami barka uderzyłaby go na wysokości ładunku. Oczywiście asysty „Strażaka 25” nie było, bo nie musiało być! Stał przy nabrzeżu, a jego ewentualne dojście w tamto miejsce zajęłoby ok. 50 minut. To „tylko” dziennikarskie spekulacje, ale w przypadku dużego wycieku gazu i skierowaniu się go w kierunku miasta, Świnoujście miałoby się szansę pojawić się w światowych serwisach informacyjnych tuż obok wojny w Iraku.

            Przy okazji wydało się też, że system VTMS jest od kilku miesięcy uszkodzony i tylko w Szczecinie można było dostrzec kręcące się po torze wodnym barki – tak się jednak nie stało. Był też radar na „Baltic Vikingu”, ale nie wiadomo czemu, nikt nie zareagował – te kwestie wyjaśnia teraz Izba Morska. Asysta „Strażaka 25” dałaby dodatkowy radar -  według osób związanych z tematem, na jednostce zwraca się uwagę na wszystko – także na radar.

            Dwa dni później „kabaret” ma ciąg dalszy – „Baltic Viking” wychodzi z Polic z ładunkiem amoniaku. Przejście torem wodnym w miejscu, gdzie leży zatopiona barka jest zwężone do 1/3 normalnej szerokości. Zostają wysłane dwa holowniki, aby przeciągnęły statek przez zwężony tor, ale „Strażak 25” stoi przy nabrzeżu. W dodatku w tych dniach wprowadzono ograniczenie – mogą tamtędy płynąć tylko statki o zanurzeniu do 6 metrów. „Baltic Viking” ma wtedy 6,5 – Urząd Morski w Szczecinie robi jednak wyjątek (!!!).

„Drawa” – trzy!

 

            Kolejne ostrzeżenie: 10 kwietnia tego roku – pożar na statku „Drawa”. O godzinie 5.13 straż pożarna otrzymuje wezwanie. Pali się dziobowy magazynek z linami i drewnem sztauerskim. Zostają wysłane trzy samochody z jednostki na Warszowie oraz „Strażak 25”. Pożar nie jest poważny i zostaje ugaszony, o 7.40 jest już po wszystkim. Rzecznik prasowy świnoujskiej straży pożarnej, kpt. Iwona Osińska podkreśla wagę współdziałania w takich sytuacjach ze „Strażakiem 25” – straż lądowa nie ma możliwości technicznych ani podstaw prawnych, aby pracować na wodzie. Należy pamiętać, że w tym przypadku pożar miał miejsce na statku stojącym przy nabrzeżu, co ułatwiało całą akcję i było logicznym warunkiem uczestnictwa w niej strażaków lądowych.

            W grudniu 1999 roku miała miejsce inna ciekawa historia. Torem wodnym niedaleko wyspy Mielin płynął statek „Balina” – również nieodgazowany. W pewnym momencie nastąpił tzw. „black-out” – wysiadły wszystkie urządzenia elektroniczne. Statek zaczęło znosić w kierunku wyspy i jej pokrytego kamieniami brzegu. Kapitan „Strażaka 25”, znajdującego się tam jako asysta, na prośbę „Baliny” wszedł swoją jednostką między brzeg a pozbawiony kontroli statek. Dzięki temu, że został potraktowany jako odbojnica, nie doszło do katastrofy. Jak widać mieszkańcy Świnoujścia często nie zdają sobie sprawy z tego, co się dzieje obok i jak zagrożone jest ich życie.

 

Raz, dwa, trzy – bum?!

 

            Egzystencja portu bez wodnej jednostki strażackiej wydaje się absurdem, ale jest to coraz bardziej możliwe. Ważność karty bezpieczeństwa upływa z dniem 21 maja. Co później? Na razie nie wiadomo. Pisaliśmy o luce w przepisach, która nie nakłada na nikogo obowiązku utrzymywania takiej jednostki. Zarząd Morskiego Portu Szczecin-Świnoujście – właściciel „Strażaka” nie ma na to środków. W dodatku w tym roku pojawiła się konieczność opłacenia przez port podatku gruntowego w wysokości 5 mln. .

            Mieszkańców nie interesuje, kto ma za to płacić, jakie są przepisy i jak nowoczesny jest system VTMS, kiedy nie jest zepsuty – życie pokazuje, że wszystkiego nie da się jednak przewidzieć! Już samo zastanawianie się, czy „Strażak” powinien być w porcie, czy nie, w oczach zwykłego człowieka jest „chore”. Inne jednostki go nie zastąpią! Jego tzw. wartość bojowa przekracza możliwości kilku samochodów straży pożarnej. Nie wystarczy zamontować działka i zbiornika ze środkiem pianotwórczym na holowniku. Według zawodowca (niestety, atmosfera wokół tej sprawy jest tak napięta, że rozmówcy wolą pozostać anonimowi) holowniki, a nawet jednostki gaśnicze Marynarki Wojennej stanowią tylko uzupełnienie dla właściwej służby pożarniczej – tak pod względem sprzętu jak doświadczenia.

            Załoga „Strażaka” jest specjalnie wyszkolona do tej właśnie pracy. A co, kiedy wszystkie holowniki będą zajęte? Ciekawie brzmią słowa pracownika portu w Szczecinie: „Chyba każdy przyzna, że stocznie budują statki tak, żeby były szczelne, prawda? Tak od dołu, jak od góry”. Więc jak można ugasić pożar wewnątrz statku? Przez bulaj? Lać w niego wodę z lądu, aż się nią cały wypełni? Może to śmiesznie brzmi, ale to nie są żarty.

 

 

 

 

Potrzebna powtórka?

 

            Co do asyst przy statkach z niebezpiecznym ładunkiem – przepisy nie przewidują takiej konieczności, ale jest możliwe ich przywrócenie! Takie prawo ma dyrektor Urzędu Morskiego w Szczecinie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że prezes Zarządu Morskiego Portu Szczecin-Świnoujście starał się o to, ale dyrektor UM odmawiał. Również nieoficjalna informacja mówi, że wpływ na to miały osobiste antypatie dyrektora.

            Przypomnijmy – za asystę płaci dysponent ładunku, nikt inny! W tej chwili kosztuje to 600 dolarów. Nawet jeśli będzie to nadgorliwość z naszej strony, to co z tego? Od wydarzeń sprzed kilkunastu lat – pożarów „Kopernika” i „Heweliusza” minęło tyle czasu, że już chyba nikt o tym nie myśli, a spektakularne akcje gaśnicze to już historia. Może potrzeb powtórki, żeby w ogóle zacząć myśleć? Dla urzędnika związanego od lat z tymi sprawami, ten tekst może wydawać się „przesadą”, ale myślę, że pytania o bezpieczeństwo ludzi, które nasuwają się po tym, co się ostatnio działo, są chyba logiczne.

 

 

 

Tekst uzupełnia zdjęcie statku z podpisem „<Baltic Viking> dwa dni po kolizji płynie przez miasto – bez astysty, za to z amoniakiem.