Wierszyk napisany w prezencie
imieninowym dla mojej przyjaciółki Sylwii. (Udostępniony tutaj za jej zgodą)- 2005 XI 03
Pan Łosoś był chory i leżał w łóżeczku,
Przyszedł doń pan doktor, „Jak się masz, rybeczko?”
„Ach, słabo! Po pijaku wczoraj skakałem po falach,
Teraz na płetwach mam odciski, i łeb mnie... trochę boli.
A pilnie muszę się znaleźć w bardzo dobrej formie,
Są Sylwii imieniny, chcę ubrać się wytwornie,
Chcę iść do niej zdrowy i z żołądkiem zdrowym,
Mówiła, że na sałatkę ma przepis jakiś nowy.
I już o mojej obecności poinformowała innych gości,
Nie mogę przecież tak zawieść, pozbawić ich radości.”
Lekarz dobrze przemyślał sobie te słowa łososie,
I po chwili powiedział z nutką ostrzeżenia w głosie:
„Ty lepiej tak się nie martw tym swoim brzuszkiem,
I uważaj, bo jeszcze się załapiesz na rybne paluszki!”
„Ach, co pan! To nie w tym sensie jestem zaproszony!”
Odparł na to łosoś głosem nieco obrażonym.
„Dobrze, dobrze, Łososiu, masz tutaj pigułki,
Gdy zjesz wszystkie, leczenie potoczy się jak z górki.”
I faktycznie nazajutrz Łosoś poczuł się tak świeżo,
Że zrzucił kołdrę i krzyknął: „Nie będę więcej leżał!”
Akurat był już czwartek więc koszulę wyprasował,
Założył spinki, wyczyścił buty i krawat dopasował.
Zadzwonił po taksówkę i już woła w drzwiach:
„Bohaterów Września trzydzieści przez jeden A!”
Sylwia gdy go zobaczyła była wniebowzięta,
„Łososiu tak się cieszę żeś o mnie dziś pamiętał!”
Łosoś zerka do środka a tam pusto dookoła,
Co jest - myśli - czy każdy się gdzieś schował?
„Ach, jesteś pierwszy Łososiu” – Sylwia już tłumaczy.
„Wejdź proszę, inni wkrótce będą, zaraz sam zobaczysz”
Łosoś mówi „Spoko!” i wręcza Sylwii kwiaty,
A Sylwia go zaprasza do środka swojej chaty.
„Usiądź proszę tutaj, przy stole, obok Jacka”.
Łosoś usiadł, a Sylwia BACH!!! go, w łeb znienacka.
Gdy otworzył oczy, goście już się zjawili,
Byli dla niego grzeczni i bardzo, bardzo mili.
Nie było w tym jednak nic nadzwyczajnego,
Bo dawno nie widzieli łososia tak ładnego.
I nawet jego krawat zgrał się kolorami,
Z cytrynką i koperkiem oraz warzywami.
A potem opowiadali sąsiedzi w całej klatce,
Jak to pan Łosoś u Sylwii ocknął się w sałatce.
Ale wcale nie miał doła nasz bohater z tej przyczyny,
Bo to zaszczyt być zjedzonym w Sylwii imieniny.