„WYSPIARZ NIEBIESKI”, Świnoujście, Nr 48 (227),
29.11-05.12.2005
Wyspiarz niebieski”: Pierwsze w Twoim życiu spotkania autorskie - jakie przyniosły wrażenia?
Bartosz Łapiński: Brałem udział w spotkaniach „Pierwsze strzały za płoty” z debiutantami. Było nas troje: Joanna Szymczyk, autorka kryminału „Ewa i złoty kot” i Grzegorz Mathea, autor sensacyjnej political fiction „IV Rzeczpospolita”, i ja. Pierwsze spotkanie, w Warszawie prowadził Jacek Szczerba, drugie, w Krakowie Wojciech Orliński - obaj z Gazety Wyborczej. Rozmawialiśmy o naszych książkach, skąd czerpiemy pomysły, o książkowych bohaterach, o naszym życiu prywatnym. Mówiąc o książce „Beczka soli” nie sposób było nie wspomnieć o Świnoujściu. Opowiadałem o naszym mieście i okolicach, jako o idealnym miejscu na umieszczenie akcji książek, nie tylko sensacyjnych czy kryminalnych. Bardzo się cieszę, że takimi spotkaniami i przede wszystkim samą książką mogę w jakiś sposób przyłączyć się do promocji miasta, to duża satysfakcja.
W.n.: Na każdym festiwalu jest gala... A po gali...
B.Ł.: W sobotę 19 listopada, odbyła się ceremonia wręczenia nagrody za najlepszą powieść kryminalną ubiegłego roku. Laureatem Nagrody Wielkiego Kalibru został Paweł Jaszczuk za powieść „Foresta Umbra”. Gala była prowadzona z humorem, a nagrodami były grafiki „świeżo ukradzione z Muzeum Narodowego”. Odbył się także koncert zespołu Świetliki. Na gali widziałem kilku znanych polskich aktorów, ale dla mnie to nie była żadna atrakcja, bo nie jestem fanem seriali. Natomiast czymś wyjątkowym była możliwość rozmowy i zdobycia dedykacji kilku uznanych pisarzy. Na festiwal zabrałem z domu kilka książek, a wróciłem z kilkunastoma. A po gali? Z Krzysztofem Kotowskim i Grzegorzem Mathea już po uroczystości, prawie do rana zwiedzaliśmy Kraków – i tu się należą podziękowania mojej przyjaciółce Bernadetce, która z poświęceniem oprowadzała nas po bardzo ciekawych miejscach. Tylko dzięki niej nie straciliśmy orientacji.
W.n.: Każdego twórcę wypada zapytać o jego dalsze plany. No więc?
B.Ł.: Wreszcie odwiedziłem moje wydawnictwo Prószyński i S-ka, mogłem osobiście podziękować ludziom, dzięki którym wydałem książkę i którzy teraz mnie promują. Rozmawialiśmy o mojej przyszłości literackiej i mam teraz kilka spraw do przemyślenia. To był wspaniały wyjazd, mnóstwo pozytywnych emocji i wrażeń. Cudownie było otoczyć się wszędobylską atmosferą czystej fascynacji literaturą. To jest przewaga dużych miast, tam takie wydarzenia są częste. Przede mną kolejna impreza: Wrocławskie Promocje Dobrych Książek (odbywają się po raz czternasty). Uważam, że takie wyjazdy to pewien rodzaj nagrody dla kogoś kto wydał książkę, można chociaż przez chwilę poczuć się kimś wyjątkowym. To cenne uczucie, bo daje motywację, a jest ona potrzebna, bo tak naprawdę przed nami debiutantami jest mnóstwo pracy. Moim zdaniem trudniejszej niż przy pisaniu pierwszej książki, ale na pewno równie przyjemnej.

Rozmawiała: Ula Kapusta.