„WYSPIARZ NIEBIESKI”, Świnoujście,  Nr 34 (213), 23-29.08.2005

 

Już jako uczeń szkoły podstawowej przejawiał talent - pisał wiersze. I to takie, które zwracały uwagę nie tylko nauczycieli... Potem szkoła średnia, studia... Tylko ta przemożna chęć pisania drzemała gdzieś w zakamarkach jego pamięci. W końcu poszło. Dzisiaj o Bartku mówimy, że to

 

AUTOR „BECZKI SOLI”

 

29 sierpnia br. Ukaże się w sprzedaży nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka książka młodego świnoujścianina Bartosza Łapińskiego.

 

Wyspiarz niebieski: Pomysł na książkę zrodził się...

 

Bartosz Łapiński: Ten moment dokładnie pamiętam. Szedłem sobie ze słuchawkami przez miasto i przy jednej z piosenek wpadłem na pomysł z książką. Co prawda już wcześniej próbowałem coś pisać, jakieś opowiadanko itp., ale to nie było to. Od powstania pomysłu do jego realizacji minął tylko albo aż rok. Po prostu pomysł musiał dojrzeć. Gdybym czas powstawania książki miał nieco ścisnąć, pewnie byłoby to kilka miesięcy. W trakcie pisania wiele zmieniałem, dochodziły nowe pomysły. Do pisania mam bardzo osobisty stosunek. Kiedy piszę, to tak jakbym sam był jednym z bohaterów powieści. Myślałem, że jak ją skończę, to się ucieszę. Ale tak nie było. Jak napisałem ostatnią stronę, zrobiło mi się smutno. Smutno, że już nie ma moich bohaterów, nie ma tak przeze mnie ukochanej przygody...

 

W.n.: Dlaczego wybrałeś to wydawnictwo?

 

B.Ł.: Po napisaniu wysłałem książkę do kilkunastu najbardziej znanych wydawnictw, a już po niecałych dwóch miesiącach otrzymałem odręcznie napisany list od redaktora Jana Koźbiela, który był jednocześnie pierwszą recenzją. Udzielił mi kilku wskazówek, co zmienić. Rok czasu minął zanim te jego uwagi w sobie przetrawiłem. W międzyczasie byłem za granicą, więc wszystko się przeciągnęło w czasie i dopiero po naniesionych poprawkach moja książka została zaakceptowana do druku. W sumie cykl wydawniczy trwał rok, ale myślę, że to dlatego iż to wydawnictwo wydaje bardzo dużo i trzeba było po prostu czekać w kolejce. W sumie dobrze się stało, bo przez ten rok nabrałem dystansu do siebie.

 

W.n.: Co inspiruje Cię do pisania?

 

B.Ł.: Generalnie chęć do życia biorę z muzyki. Ona mnie inspiruje. Nie gram, nie śpiewam, ale słucham. Najchętniej punk rocka. W ogóle uważam, że każdy rodzaj muzyki ma w sobie coś dobrego. Od dawna zachwyca mnie zespół Die Toten Hosen. Kolekcjonuję nagrania, to moje hobby. I to widać w mojej książce. Co kilkanaście stron wspominam o jakiejś piosence, zresztą nie tylko, bo i o książce, o filmie.

 

W.n.: Jesteś urodzonym humanistą i chyba trochę wbrew sobie wybrałeś studia?

 

B.Ł.: Gdybym teraz miał zaczynać studia, to poszedłbym na kulturoznawstwo. A wtedy? Ekonomia. Najpierw był licencjat, następnie magisterka – tutaj najbliżej domu. Co prawda była to ekonomia, ale pracę magisterską pisałem ekonomii i psychologii, powstała ona w przeciągu trzech tygodni.

 

W.n.: Książka stała się faktem. Co na to rodzinka?

 

B.Ł.: Myślę, że rodzina jest ze mnie dumna, a najbardziej chyba tato. Cieszę się, że coś mi się udało, bo jakoś tak specjalnie chyba do tej pory nie mieli ze mnie pociechy.

 

W.n.: Jesteś bardzo krytyczny w stosunku do siebie...

 

B.Ł.: Nie, tylko szczery.

 

W.n.: Zdolności pisarskie masz po kimś?

 

B.Ł.: Tata ma talent pisarski, dziadek pisał pamiętniki i wiersze.

 

W.n.: Czy fakt ukazania się Twojej książki coś dla Ciebie zmieni?

 

B.Ł.: Do tej pory trzymałem to w tajemnicy. Tylko bardzo nieliczni wiedzieli, że piszę. W Polsce książka jest jeszcze taką niszową rzeczą. Czy coś z tego będzie? Popularność? Nie wiem.

 

W.n.: Jak będzie wyglądała promocja Twojej książki?

 

B.Ł.: Jeszcze nie wiem. Czekam na sygnał z wydawnictwa. To oni zawsze planują jakieś akcje, ale jeszcze nie otrzymałem harmonogramu. Na pewno będę musiał pojechać do Warszawy. Co dalej? Też nie wiem. Dużo jest jeszcze znaków zapytania.

 

W.n.: Masz problemy z pracą, jak wielu młodych ludzi w tym mieście...

 

B.Ł.: Tak. I prawdopodobnie wyjadę do pracy do Anglii. Gdyby nie książka, może już bym wyjechał. Perspektyw na godne życie i zarobki w tym mieście nie widzę. Żyć przyzwoicie za tysiąc złotych się niestety nie da. Mieszkanie, życie? I co dalej? Ciągle przy rodzicach? Przecież to bez sensu.

 

W.n.: Przez pół roku pracowałeś z naszą redakcją...

 

B.Ł.: Mile wspominam ten okres. To była tak fajna przygoda. Natomiast pisanie książki jest większą frajdą. Już teraz się cieszę, że jesienią zacznę pisać drugą. Mam pomysły, obejrzałem plenery. Akcja także będzie się rozgrywać głównie w Świnoujściu. Dlaczego tutaj? Bo kocham to miast, tutaj się urodziłem i tutaj całe życie mieszkam... Na pewno szkoda będzie mi stąd wyjeżdżać.

 

Rozmawiała: Ula Kapusta.